W samo południe wyruszyłam z domu. Krótkie pożegnania z Rodziną. Nie lubi pożegnań, więc tylko serdeczne uściski, przygotowywaliśmy się do tego rozstania już jakiś czas prowadząc długie rozmowy. Najbardziej żałuję, że praktycznie mijam się z moją Karusią. Ja wyjeżdżam, a ona wraca z pierwszej tak długiej pracy z Łeby w poniedziałek. Nie widziałyśmy się miesiąc. Tęsknię bardzo, bardzo...
Najpierw Wrocław. Cudowna podróż z moim Miłym, który mnie odwozi na dworzec. Dużo słów, dużo spojrzeń, pocałunków i łez.
Rano było pyszne wspólne śniadanie, które celebrowaliśmy bez pośpiechu. Michał wczesnym rankiem poleciał na zakupy, by przygotować Królewskie Śniadanie. Doskonałe, bogate w smaki, zapachy, kolory. Pięknie podane, z sercem i czułością.A na deser śniadaniowy borówki w bitej śmietanie. Cały Michał. Najlepszy kucharz na świecie!
Z Wrocławia Polskim Busem do Warszawy. Do stolicy droga prosta jak drut. Polska żegna mnie sierpniowym, pięknym popołudniem. Zboże już pokoszone, na polach bladozłociste bele ze słomą. Zielenią się długie łodygi kukurydzy. Mijamy wioski, miasteczka, miasta. W co drugiej miejscowości wesele pod jakąś świetlicą, zajazdem.
Nie przepadam za Mazowszem. Płaski horyzont, domy jakieś takie jakby z kartonu posklejane-malutkie, biedne, smutne, a dla kontrastu co jakiś czas bombastyczne, nie wiadomo skąd łuki, wieżyczki ala minarety, cokoliki, filarki...Nic w moim smaku. I pełno, pełno przydrożnych reklam. Krzyczących, plastykowych , poszarpanych od wiatru i zmęczonych już ulicznym życiem.
Wiem, u nas, na Dolnym Śląsku też większość domów zaniedbanych, zrujnowanych, ale one przynajmniej kiedyś, "za Niemca" były pysznymi piętrowymi domami z kamienia i drewna z obejściem, szopą, stajenką...
Mój Dolny Śląsk jest najpiękniejszy w całej Polsce, tak myślę szczerze i za każdym razem, kiedy jadę w stronę Warszawy. To jest moja Polska właśnie. Pogórze izerskie, Dolina Pałaców i Ogrodów, Odra, Bóbr, stare folwarki rozsiane po wioskach malowniczych jak Toskania...
Koło jedenastej w nocy spotykamy się już w pierwszej, małej grupce w hotelu pod lotniskiem. Krótka odprawa - jestem ja , Wojtek, Alina i Piotrek.
Sprawdzamy najważniejsze rzeczy: paszporty, deklaracje, list z ambasady.
Jutro wstajemy prze świtem, Zegarki nastawione na 3.45. O 4.30 zbiórka w hallu hotelu. Aliny mąż weźmie nasze bagaże i samochodem zawiezie na lotnisko, my przejdziemy te kilkaset metrów.
Przepakowuję jeszcze bagaż, część z podręcznego wkładam do dużej walizki.
Jutro rozpoczyna się wielka przygoda i wielka niewiadoma.
Warszawa Okęcie 7.15 odlot do Frankfurtu. 9.00 wylot do Waszyngtonu. O 15.00 czasu lokalnego mamy być na miejscu. U was pewnie będzie około 21 wieczorem.
Jak zobaczycie w ten jutrzejszy, niedzielny poranek sierpniowy samolot nad waszym niebem, to pomachajcie, bo być może będę w nim właśnie ja!
stuk puk
OdpowiedzUsuńco tam słychać w WIELKIM świecie?
Aniu, tak pięknie i prosto piszesz o naszym regionie, że się wzruszyłam...W sobotę pokonałam połowę drogi do Warszawy (odbierałam dziecko z obozu), do Mazowsza wprawdzie nie dotarłam, ale krajobraz woj. łódzkiego skłonił mnie do identycznych refleksji! Tak mi się nasuwa kibicowskie hasło: "cała Polska w cieniu Śląska!" :) Dolnego oczywiście ;)
OdpowiedzUsuńPiszesz jaki piękny jest Dolny Śląsk ale mam wrażenie, że o niego nie walczycie a przecież jesteście po dobrej stronie mocy(Wisły) :-) .Kiedyś oglądałem reportaż Po stronie prawdy w obronie linii kolejowej 283 i Liderki któraby pociągnęła za sobą Wlenian tam nie było.Nie wiem co o tym myśleć czy telewizja Trwam ma alergie na Ciebie czy Ty na nich a może proza życia ? Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń