Mieszkamy na 64 ulicy
dosłownie naprzeciwko Central Parku.
Poznajemy zupełnie
inny Nowy Jork, niż tez z oficjalnej wizyty studyjnej. Hotel jest raczej
typowym hotelem , bardzo cosmopolitalnym. W lobby, w windzie, na korytarzach gwar
w najróżniejszych językach świata. Bardzo dużo studentów, ale i starszych
ludzi.
Na maleńkim ryneczku,
dwa skrzyżowania dalej kupujemy na targu ciabattę , kawałek cheddara który
rozpływa się w ustach, pomidory, gruszki, jabłka. W budce kawę za dolara. A
wszystko zjadamy w towarzystwie ptaków na trawie, z Central Parku.
Fantastycznie!
Przyglądamy się
mężczyźnie, który prowadzi na smyczy trzy małe, kudłate pieski, wyglądające jak
owieczki i „niebieskim kołnierzykom” z białymi słuchawkami w uszach spieszącym
się do pracy.
Mnóstwo zieleni,
ławeczek, zacisznych zakątków. Niedaleko staw, przy nim stylizowana , masywna
ławka z widokiem na charakterystyczne wieżowce Manhattanu.
Trochę dziwnie jest,
bo nikt nas nie przyspiesza, nie boimy się, że spóźnimy się na kolejne
spotkanie.
Ale nie do końca
próżnujemy. Chłopaki ogarniają adres kilku organizacji, między innymi takiej,
która zajmuje się wykluczoną młodzieżą. Piszą do nich maile, ale nikt nie
odpowiada. Postanawiamy jechać w ciemno. Kierunek –Soho.
Kupujemy tygodniową
kartę do metra za 29 dolców i często z niej korzystamy.
Kuba sprawdza jeszcze
w fedexie, jaki byłby koszt wysłania do Polski paczki. Kupił kilka ciekawych
książek i chce je wysłać, bo za ciężkie na bagaż samolotowy. Wiecie ile
uprzejmy pan mu zaśpiewał za paczkę 3 kg ? Ponad dwieście dolarów, to chyba jakiś
żart!
Zwiedziliśmy Soho.
Chinatown, Małą Italię, Brodway.
Jest klimat, jest
tętno miasta, zupełnie gdzie indziej umiejscowione niż na Manhattanie.
Pędzę, bo jesteśmy
umówieni w organizacji The Door na Soho.
W Ameryce kawa za dolara, w Polsce poniżej dwóch ciężko dostać....
OdpowiedzUsuń