Niedziela. Jest 3.36 czasu lokalnego.
Jesteśmy już w Nowym Jorku. Nie wszyscy jednak, bo nasz lot z Pittsburgha podzielono na dwa. Pewnie nie dla wszystkich starczyło jednocześnie miejsca w samolocie. Siedzę na siedemnastym piętrze hotelowego wieżowca i kręci mi się w głowie. Mam wrażenie że budynek kiwa się na boki. Spoglądam przez okno- jak okiem sięgnąć wieżowce, wieżowce, wieżowce.. a w dole barwny tłum, muzyka, petardy- uczestnicy parady miejskiej.
Od wczoraj już przeżywałam nasz lot do NYC. Nic nie poradzę. taka już jestem, i człowiek nawet nie wie po co wsiada do samolotu. okazuje się, że nie koniecznie,żeby się bać, a raczej, by choć trochę się nie bać.O zaskakującej przygodzie w samolocie napiszę wam przy okazji, bo jak na razie jestem ciągle na " niedoczasie". Kiedy moi towarzysze podróży odpoczywają, ja wrzucam zdjęcia, trochę piszę, więc czasu na sen mało. Za mało. A podejrzewam,że będzie go jeszcze mniej, bo Nowy Jork kusi...
Dziś wyjątkowo mało tekstu. Mało słów. Niech mówią obrazy, bo moje słowa w tym miejscu i czasie są ułomne...
Poniedziałek
Nie mogę podnieść się z łóżka. Mam popuchnięte palce u rąk. Wczoraj, dosłownie parę minut po tym, jak się zameldowaliśmy w hotelu idziemy na miasto. Szkoda czasu na nic, nawet na odpoczynek. I to być może był jeden z najdłuższych spacerów w moim życiu.
Miasto nas zafascynowało. Wciągnęło. My też już jesteśmy tym miastem. Tłum napiera. Tłu intryguje. Tłum pachnie .Ty sam jesteś tłumem. Robisz zdjęcia tłumowi, sam tworząc tłum dla innych.
Jakże się cieszę, że NYC jest na końcu naszej wyprawy, bo gdybyśmy mieli wrócić do Waszyngtonu po tym, co przeżywamy tu, miałabym wrażenie, że Waszyngton jest maleńkim ziarenkiem piasku z kilkoma wielkimi budowlami. Mam wrażenie,że przez cały popyt w Stanach nie widzieliśmy tylu ludzi, co wczoraj.
Pittsburgh zachwycał nas swoją niewymuszoną elegancją, wdziękiem, dyskretnym urokiem.
Nic jednak nie da się chyba porównać z Nowym Jorkiem. Takie mam wrażenie od pierwszej chwili.
Porzućcie, tak jak ja jakiekolwiek wyobrażenia o wielkim mieście. To wszystko złudzenia. Nie sądziłam nawet,że moja wyobraźnia jest tak ograniczona, tak przyziemna, tak prymitywna.
Jeśli byliście w Rzymie, Florencji, Pradze, Berlinie, Wiedniu i, jeśli zauroczyliście się klimatem tych miast, to pomóżcie to jeszcze przez tysiąc. Taki właśnie jest Nowy Jork!
Spacerowaliśmy po Central Parku, gdzie wszyscy albo biegają, albo jeżdżą rowerami, rykszami, albo się fotografują. Na trawnikach, między drzewami siedzą całe rodziny niespiesznie jedząc niedzielny lunch na kraciastym kocu.
Nam, dzięki Wojtkowi ( naszemu tłumaczowi) udało się pograć w badmintona.
No i cóż, codziennie znajduję jakiś grosz w tej Ameryce.
Odkrywamy ( również polecone przez Wojtka) delikatesy z jedzeniem na wagę i jesteśmy zachwyceni,że działają całą dobę, bo po spacerze, już w nocy po wszechogarniających neonach na Times Square wpadamy tu na suhi i meksykańskie piwo.
W nocy nie mogę z wrażenia spać. Jeszcze ostatkiem sił wrzucam zdjęcia. Próbuję zasnąć, ale cały czas wieżowiec wiruje ze mną...
Ale
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz